Get Even More Visitors To Your Blog, Upgrade To A Business Listing >>

iUNIK, Tea Tree Relief Serum



Hej dziewczyny,

W dzisiejszym wpisie chciałabym wam przedstawić jeden z kosmetyków nowej marki kosmetycznej w Korei - iUNIK, która ma dosyć ciekawą  historię. Jeżeli jesteście ciekawe o czym mowa, to zapraszam do zapoznania się ze wpisem!

Opis Producenta






iUNIK, Tea Tree Relief Serum to serum z drzewa herbacianego, które pomaga zredukować i uspokoić skórę dzięki zawartości 67% wyciągu z drzewa herbacianego oraz 19,5% z wąkroty azjatyckiej, a także ekstraktu z kiełków, aby dostarczyć skórze nawilżania i odżywiania.

Kosmetyk zalecany jest dla skóry problematycznej, ze skłonnością do przetłuszczania oraz podrażnień, która potrzebuje ukojenia i przywrócenia równowagi.

Ponadto, dzięki zawartości takich składników jak niacynamid czy adenozyna, serum dodatkowo rozjaśni i wygładzi skórę, a także zapobiegnie powstawaniu zmarszczek.

Skład:
Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Water, Centella Asiatica Leaf Water, Butylene Glycol,1,2-Hexanediol, Niacinamide, Glycereth-26, Water, Centella Asiatica Extract, Sodium Hyaluronate, Glycerin, Betaine, Portulaca Oleracea Extract, Brassica Oleracea Italica (Broccoli) Extract, Medicago Sativa (Alfalfa) Extract, Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract, Brassica Campestris (Rapeseed) Extract, Raphanus Sativus (Radish) Seed Extract, Cellulose Gum, Allantoin, Beta-Glucan, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Pentylene Glycol, Adenosine, Dipotassium Glycyrrhizate, Xanthan Gum, Chlorophyllin-Copper Complex.


Moja Opinia





Zapewne zastanawiacie się co miałam na myśli twierdząc że marka iUNIK ma ciekawą historię, więc już wam tłumaczę. Ostatnimi czasy zauważyłam, że bardzo wiele sklepów z koreańskimi kosmetykami, które zajmują się ich dystrybucją, po czasie gdy uzyskają stałych klientów zaczynają wypuszczać swoje własne linie kosmetyczne i tak też jest w przypadku tej o której dzisiaj wam piszę. Uważam, że to świetna sprawa bo wiele z tych miejsc ma swoich wiernych i oddanych konsumentów, którzy chętnie zakupią produkowane przez nich kosmetyki, ale z drugiej strony zastanawiam się na jakim poziomie są technologie które stosują, bowiem jestem pewna że nie posiadają własnych koncernów, ale tak czy inaczej warto dać im zawsze szansę, bo można natknąć się na ciekawe perełki - niestety, nie tym razem.

Na wstępnie chciałabym wam jeszcze wspomnieć że ilość serum jaką widzicie na zdjęciach jest po kilku tygodniach stosowania, ponieważ mam wiele innych produktów do wypróbowania a nie chciałam żeby za dużo mi się ich nazbierało. Niestety, ale jak widzicie pogoda ostatnimi czasy jest kapryśna więc ciężko złapać jakiś bardziej jasny i słoneczny dzień nadający się na zdjęcia.

Serum zapakowane jest w zupełnie biały i minimalistyczny, niczym nie wyróżniający się kartonik z logo marki, a także angielskim INCI, za co wielki plus bo wiele marek najzwyczajniej w świecie pomija ten krok. Dzięki temu widać, że producent od początku chciał wypuścić produkty na szerszy rynek, a nie ograniczać się tylko do koreańskiego. Buteleczka, wyglądem przypomina ampułkę, ale jest to jednak serum bowiem ma mniej skoncentrowane składniki. Wykonana jest ona z dosyć ciężkiego, zupełnie przeźroczystego szkła dlatego podczas używania należy być ostrożnym aby jej nie upuścić i nie strzaskać.






Do aplikacji produktu na skórę twarzy przeznaczona jest wygodna pipeta z pompką, natomiast po jej odkręceniu można dostrzec w środku koreczek, który jest jednak inny niż te które dotychczas widziałam - najpierw jest szeroki, a potem zwęża się ku dołowi i skutecznie zdejmuje nadmiar kosmetyku ze ścianek aplikatora. Kolorami przewodnimi tej serii jest zieleń i ma ona kojarzyć się z głównym składnikiem czyli drzewem herbacianym. Szata graficzna nieszczególnie mnie urzekła - wydaje mi się taka zwykła i niczym niewyróżniająca, ale zdaję sobie sprawę z tego że to wyłącznie kwestia gustu. Opakowanie nie było w żaden sposób zabezpieczone, więc dostając je nie mamy w zasadzie pewności czy ktoś go przed nami nie używał.

Jeśli chodzi o wydajność to myślę że jest całkiem niezła, ale czego innego się spodziewać skoro buteleczka ma aż 50 ml objętości - to naprawdę dużo jak na serum dlatego powinno wystarczyć na stosunkowo długi okres czasu, tym bardziej że do dokładnego pokrycia całej cery wystarczy zaledwie połowa pipety. W moim przypadku, po ponad półtorej miesiąca stosowania zużycie nie przekroczyło 10% początkowej ilości.

Konsystencja kosmetyku jest wodnista, ale ma w sobie jednocześnie jakąś nieprzyjemną tłustość co już od początku trochę mnie do niego zraziło. Do gustu przypadł mi za to ładny, zielony kolor - nie jest to odcień buteleczki, bowiem jak wcześniej wspomniałam ta jest bezbarwna, a jedynie kosmetyku znajdującego się w środku. W prawdzie po wylaniu go na skórę efekt ten zanika, ale nadal uważam że jest przyjemny dla oka. Po zaaplikowaniu odpowiedniej ilości na twarz, zauważyłam że serum pozostawia po sobie nieprzyjemną warstwę okluzyjną - oczywiście biorąc pod uwagę że jest wodniste, nie jest ona szczególnie gruba czy obciążająca, ale nie uznałabym jej też za komfortową. Z tego też powodu produkt nie nadaje się w moim odczuciu na dzień pod makijaż. Co do zapachu to jest całkowicie neutralny oraz w ogóle nie da się go wyczuć. Byłam tym rozczarowana ponieważ naturalne produkty najczęściej mają chociaż delikatny aromat, natomiast jego brak kojarzy mi się ze sztucznością i brakiem naturalności.






A no właśnie, jak o naturalności mowa to jest to główny powód dla którego zgodziłam się przetestować produkty marki iUNIK - ich produkty mają mieć przyjemne dla skóry naturalne składy z minimalną zawartością substancji syntetycznych - brzmi świetnie? Też tak uważam, ale szkoda że nie przełożyło się to również na działanie.

W składzie na pierwszym miejscu znajduje się woda z liści drzewa herbacianego w stężeniu 67%, następnie woda z liści wąkrotki azjatyckiej 19,5 % - obie te substancje stanowią większą część tego kosmetyku ale nie ma się z czego cieszyć bowiem jak widzicie nie są to ekstrakty, a jedynie rozcieńczona woda. Serum to produkt który powinien zawierać wysoko skoncentrowane składniki, natomiast w tym przypadku trochę z tym krucho. Następnie mamy glikol butylenowy ułatwiający przenikanie substancji w głąb skóry, konserwant heksanodiol, niacynamid o działaniu rozjaśniającym i wpływający na uregulowanie sebum, glycereth-26 czyli nic innego jak PEG, woda i dopiero teraz ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej, którego jest naprawdę mało. Kolejne substancje to nawilżający kwas hialuronowy, gliceryna, betaina, ekstrakty z portulaki pospolitej, brokułu, lucerny siewnej, liści jarmużu, kiełków pszenicy, kapusty właściwej, nasion rzodkwi zwyczajnej, a także gumę celulozową, alantoinę, betaglukan, glikol kaprylowy, etyloheksylogliceryne jako konserwant, glikol pentylenowy, adenozynę, sól dwupotasowa kwasu glicyryzynowego, gumę ksantonową, no i na koniec kompleks miedziowy chlorofilu.






Jeśli miałabym opisać działanie tego produktu w dwóch słowach, to byłoby to najprawdopodobniej 'totalna katastrofa'. Już od bardzo dawna nie natknęłam się na aż tak wielkiego bubla, który nie zrobił dla mojej cery dosłownie nic oprócz jej wygładzenia. Mam wrażenie, że równie dobrze mogłabym nakładać wodę i efekt byłaby podobny, jak po użyciu tego kosmetyku bowiem nie wykazał w moim przypadku absolutnie żadnego działania antybakteryjnego, nie ograniczył sebum, nie nawilżył a nawet nie utrzymał optymalnej równowagi wodno-lipidowej, nie wspominając o wpływie na przebarwienia po wypryskach, rozjaśnieniu czy zwężeniu porów bądź wyeliminowaniu zaskórników. Obietnice producenta były bardzo zachęcające i górnolotne, natomiast otrzymałam coś co nie ma z nimi zupełnie nic wspólnego. Nie mam pojęcia, dlaczego ten produkt aż tak się u mnie nie sprawdził bowiem nie zdarza mi się to za często. Jestem dobra w obserwacji swojej skóry i wychwytuję nawet najdrobniejsze zmiany - tutaj natomiast nie widziałam ani poprawy, ani pogorszenia  i z pewnością mogę stwierdzić że produkt ten okazał się po prostu neutralnym dla mojej skóry.

Reasumując, zawsze jestem nastawiona pozytywnie do nowych marek kosmetycznych jednak w tym przypadku serum herbaciane zawiodło mnie na całej linii - i to nie tyle, co zaszkodziło mojej skórze, a kompletnie nic z nią nie zrobiło. Nie wiem komu miałabym je polecić - w mojej opinii nie nadaje się dla nikogo, chyba że chcecie przetestować na sobie efekt placebo. Jeżeli mimo wszystko z jakiś powodów jesteście nim zainteresowane, to jest do nabycia w sklepie UNIQUE4U w cenie 16 USD - jest to jeden z tańszych, koreańskich produktów pielęgnacyjnych, więc dobrze że chociaż cena nie jest wygórowana, bo potem jest nieco mniejszy zawód, niż po wydaniu milionów.




                                 PLUSY                                                       MINUSY

- Dostępność                                                                      - Nie odnotowałam wpływu na skórę
- Cena                                                                                - Brak zapachu
- Dosyć naturalny skład                                                     - Pozostawia delikatną warstwę okluzyjną
- Wydajność
- Pojemność
- Dobrze się aplikuje
- Delikatnie wygładza skórę
- Nie podrażnia, nie przesusza

MOJA OCENA:


Co sądzicie o tym produkcie? Znacie  markę iUNIK? A  może miałyście już okazję coś od nich testować? Lubicie kosmetyki z zawartością drzewa herbacianego? :)





This post first appeared on Sakurakotoo, please read the originial post: here

Share the post

iUNIK, Tea Tree Relief Serum

×

Subscribe to Sakurakotoo

Get updates delivered right to your inbox!

Thank you for your subscription

×