Get Even More Visitors To Your Blog, Upgrade To A Business Listing >>

Etiopia – które plemiona w Dolinie Omo warto odwiedzić

Tags:

Etiopia to niezwykle ciekawy kraj, inny niż wszystkćie, jakie odwiedziłam. Do Etiopii wróciłam po trzech miesiącach od mojej pierwszej podróży. Kraj ten jest niezwykle różnorodny pod względem kulturowym, bowiem oprócz chrześcijaństwa oraz islamu, na południu żyją także plemiona, które kultywują animistyczne wierzenia. I  w tym wpisie zabieram Cię właśnie na samo południe Etiopii. Które plemiona warto odwiedzić w tym kraju? Jak to zorganizować? Dowiesz się za chwilę. Jeśli planujesz podróż do Etiopii, koniecznie zajrzyj do pozostałych wpisów, m.in.: Podczas pierwszej podróży w Dolinie Omo spędziłam 6 dni. Podróżowałam z koleżanką i z lokalnym przewodnikiem z plemienia Banna. Za drugim razem do Doliny Omo pojechałam na 3 dni. Udałam się tam z przewodnikiem i zarazem kierowcą w jednej osobie z Arba Minch, który również prowadził auto za pierwszym razem. I to właśnie podczas drugiej podróży udało mi się zanocować w wiosce plemienia Hamer oraz Arbore. Jak to wyglądało i co musiałam zrobić, przeczytacie poniżej. Do plemion na południu Etiopii najlepiej wybrać się z lokalnym przewodnikiem. Jest to de facto zorganizowany objazd wraz z noclegami oraz jedzonkiem. Jeśli chcecie zanocować w którejś wiosce, zapytajcie o taką możliwość. Wówczas noc spędzicie w namiocie. Istnieje także opcja podróżowania motocyklem, która jest tańsza. Przewodnicy lokalni i cena za wycieczkę do Doliny Omo Moje dwie podróże po Etiopii odbyłam w 2o19 roku. Wówczas ceny kształtowały się następująco. Najtańszą ofertę otrzymałyśmy od Esho Tafes i tę właśnie wybrałyśmy. Za 6 dni zapłaciłyśmy 815 USD, czyli na osobę 407,5 USD. Cena zawierała: wyżywienie, napoje, transport samochodem z kierowcą, przewodnika podczas całej trasy oraz przewodników z wiosek, zakwaterowanie oraz opłaty za wstęp do wiosek. Dodatkowo płatna była ceremonia “bull jumping”. Nasza trasa rozpoczynała się w Arba Minch (tu doleciałyśmy z Addis Abeba) i kończyła w Jinka, skąd odleciałyśmy do wschodniej części Etiopii. Zostawiam Wam namiar WhatsApp do Esho: +251 96 162 7110 Podaję również namiary do innych przewodników. Zawsze warto napisać do kilku osób i porównać ceny oraz ponegocjować. Demise – to jest właśnie kierowca z pierwszej wycieczki oraz przewodnik z drugiej. Przez to, że była to jedna osoba, zaoszczędziłam co nie co. Koniecznie skontaktujcie się z tym chłopakiem i powołajcie na mnie, jego numer WhatsApp: +251 91 274 8557 Shigo – przewodnik, z którym negocjowałam. Cena, jaką mi wówczas podał za 6 dni to 1668 USD za dwie osoby, w cenie transport, zakwaterowanie, 3 posiłki dziennie, woda mineralna, wszystkie wejścia, opłaty za zdjęcia, przewodnicy, jego numer WhatsApp: +251 93 080 1407 Babi – kolejny przewodnik, z którym negocjowałam. Cena za 6 dni, jaką podał, to 1765 USD za dwie osoby, w cenie to samo, co u innych, jego numer WhatsApp: +251 92 656 8189 Wondu – przewodnik polecany przez moją serdeczną koleżankę podróżniczkę Anitę Pogorzelską, wszystko było tip top, a nawet odzyskał skradzione rzeczy pewnych turystów, zorganizuję Waszą podróż w każdej części Etiopii, tu jest profil Wondu na FB Czy można pojechać do Doliny Omo na własną rękę? Można, znam osoby, które tak zrobiły. Poruszały się lokalnymi busikami i już na miejscu szukały lokalnych przewodników z poszczególnych wiosek. Ten wariant wymaga z pewnością większej ilości czasu. Robienie zdjęć – jakie są zasady i opłaty Tak, za zdjęcia się płaci. Niektórzy bardzo to krytykują. Jednak wchodzimy przecież do czyjegoś świata, do czyjegoś domu. Zatem dlaczego ci ludzi mieliby pokazywać wszystko za darmo? Zwłaszcza, iż później materiał bywa wykorzystywany komercyjnie. Z drugiej zaś strony, poprzez to, iż turyści płacą, nachalność lokalnej ludność bardzo się wzmożyła. Dlatego też wodzowie niektórych wiosek zarządzili odgórną opłatę za zdjęcia, by nie odstraszać turystów. Wówczas można robić zdjęcia bez limitu. Bywa, że płaci się również za pojedyncze pozowanie. Oczywiście zdjęcia strzela się także ot tak po prostu. I tak na przykład, w wiosce Hamerów obowiązywała opłata z góry, podobnie jest u Dassanech, u Mursi zaś można było negocjować. Tylko u Karo ciągle płaciło się za poszczególne zdjęcie. Na bull jumpingu u Hammerów również uiszczało się jedną opłatę i nikt nami się nie przejmował, można było robić zdjęcia oraz kręcić filmy do woli, a także uczestniczyć w ceremonii. Hamerki spotkane na ulicy nie były agresywne, owszem sporadycznie domagały się zdjęć, ale niezbyt nachalnie. Za krótkie pozowanie płaciło się 5 birrów (35 groszy), za dłuższe 10 (70 groszy), a 1 USD to ok. 30 birrów. U Mursi opłaty wyglądały następująco. Z góry trzeba było wydać 200 birrów od osoby, czyli jakieś 27 zł. Jeśli płaciło się za poszczególne zdjęcia, to za krótkie pozowanie 5 birrów, za dłuższe 10 birrów. Czy faktycznie odwiedza się prawdzie wioski I tak i nie. Przeważnie wygląda to tak, że bliżej głównej drogi znajdują się wioski dla turystów, a do tych prawdziwych jest kawałek. Nam udało się zajrzeć także do tych autentycznych. W rozmowie z Waszym przewodnikiem zaznaczcie na czym Wam zależy, a wówczas jest szansa, że dotrzecie tam, gdzie chcecie. Jeśli wybierasz się do Etiopii lub marzy Ci się taka podróż koniecznie zajrzyj do wszystkich moich wpisów z tego kraju: To właśnie od wioski Dorze rozpoczęłyśmy naszą podróż po południowej części Etiopii. Po wylądowaniu w Arba Minch i pysznym obiedzie, na który zabrał nas Esho, pojechaliśmy do Dorze. Odległość to tylko 25 km. Nocleg w Dorze Lodge I właśnie tutaj miałyśmy pierwszy nocleg. I to miejsce polecam Wam szczególnie ze względu na klimat oraz widoki. Zanocowałyśmy w Dorze Lodge, która prowadzona jest przez lokalną społeczność. Zbudowana została w tradycyjnym stylu, a mam tu na myśli stożkowe domki. Pokoje są przestronne z łazienkami. To miejsce jest eko, także z racji tego, iż dostawa prądu odbywa się w określonych godzinach. I oczywiście widoki… z tarasu z hamaczka, z restauracji, po prostu bajka. Dorze Lodge znajduje się w malowniczej okolicy, otoczonej górami. Targ w Chencha Po zameldowaniu i krótkim odpoczynku pojechaliśmy na targ w miasteczku Chencha, które ulokowane jest na wysokości 2900 m n.p.m. Rozległy plac targowy, na którym gromadzą się mieszkańcy, był zatłoczony i pełen życia. To miejsce intensywnego handlu, spotkań i rozmów. Miejscowe kobiety dźwigały na plecach gigantyczne pakunki. Każdy wolny kawałek czerwonej ziemi był zajęty przez barwne skupiska osób. W otoczeniu widoczne były gliniane domy, których dachy pokryte są rdzewiejącą blachą. Niektóre z tych domów to lokalne pijalnie teju (tedżu), miodu pitnego, podawanego z buteleczek przypominających chemiczne probówki. Na targu kupicie przede wszystkim zboże, warzywa oraz wyroby z gliny. Wioska Dorze Po wizycie na targu, udaliśmy się do wioski Dorze. To pierwsze plemię, jakie odwiedziliśmy. Żyje one w górach Guge na wysokości ok. 3000 metrów n.p.m (Wyżyna Gamo). Od razu opis muszę zacząć od charakterystycznych domów, które przypominają wielkie ule lub głowy słoni. Nowo wybudowane mogą osiągać wysokość około 9-12 metrów. Opierają się na konstrukcji z bambusów, przeplatanej liśćmi z fałszywego bananowca. Z czasem domy stopniowo zjadane są od dołu przez termity, co sprawia, że stają się coraz niższe i tak jakby osiadają. Wówczas tylko dach jest naprawiany, a konstrukcja uzupełniana. Kiedy dom zniży się na wysokość około 3 metrów, jest przenoszony w całości w inne miejsce, w pierwotnym budowany jest nowy. Stary zaś może być wykorzystywany jako kuchnia, domek dla nowożeńców lub po prostu dom dla gości. I uwaga! Domy Dorze mogą przetrwać nawet 80-100 lat. Są one przestronne, a wnętrze podzielone jest na kilka pomieszczeń, w tym jedno przeznaczone dla kóz i owiec. Ponadto, w domach mile widziani są tacy goście, jak pająki, które żywią się termi­tami. Uprawia się tu już wspomniany fałszywy bananowiec, który fachowo nazywa się ynset. To obowiązkowy element każdego obejścia. Ynset, chociaż nie wydaje się owoców w postaci dorodnych, żółtych bananów, to ma wiele innych zastosowań. Miejscowe kobiety ścierają jego łodygi, a po kilkumiesięcznej fermentacji miazga zmienia się w twardą masę. Z tej masy wypieka się chleb zwany koczo, który u Dorze swą popularnością przebija indżerę. Ynset jest również wykorzystywany do pokrywania dachów, wyplatania mat oraz w budowaniu ogrodzeń. I właśnie na naszych oczach panie przygotowały sfermentowany chlebek z fałszywego bananowca. Pokazały, jak uzyskuje się masę z łody, a następnie tę sfermentowaną upiekły na ogniu. Oczywiście była degustacja z tradycyjnym bimbrem areke wraz z tańcami i śpiewami. Ludzie Dorze słyną także z tkactwa. Są mistrzami w tej dziedzinie i to właśnie tu zjeżdżają się wszyscy, którzy tego fachu chcą się nauczyć. Co ciekawe, kobiety przędą, zaś mężczyźni tkają. Charakterystyczne dla Dorze są niesamowicie wzorzyste czapki i szaliki. I właśnie taką czapeczkę jako prezent zakupił dla nas nasz przewodnik Esho. Następnego dnia rano ruszyliśmy dalej w kierunku Doliny Omo. Kolejnym plemieniem, które odwiedziliśmy było Pierwsze na trasie odwiedziliśmy było plemię Konso, zajrzeliśmy do jednej z wiosek. Jest ich tu 41, w tym 12 zostało wpisanych na listę UNESCO. Chłopcy od 12-13 roku życia nie mieszkają z rodzicami, a w tzw. domu komunalnym, gdzie dorastają i uczą się pomagać przy zagrożeniu wioski. Mężczyźni przechodzą test siły, aby móc się ożenić. Podnoszą kamień o wadze 50-60 kg. Małżeństwo może być zawarte w wieku 18 lat. Kobieta wnosi symboliczny posag w postaci dzbana miodu. Małżeństwa zawierane są między klanami, żeby nie mieszać krwi w rodzinie. Są trzy sposoby zawarcia małżeństwa: 1) z miłości, 2) aranżowane 3) gdy mąż umiera, to jego brat poślubia jego żonę. Wioską rządzi król, są też bohaterowie. Gdy król umiera, jego ciało balsamowane jest na siedząco. Siedzi tak przez 9 lat, 9 miesięcy, 9 dni, 9 godzin i 9 minut, aż zostaje pogrzebany. Tron jest dziedziczony przez najstarszego syna piewszej żony. Pierwszą żoną nie musi być ta poslubiona jako pierwsza, a ta, którą wskaże mąż. Po wizycie w wiosce Konso jeszcze tego samego dnia dojechaliśmy do plemienia Dassanech. Atrakcją jest tu przeprawa przez rzekę Omo tradycyjnym czółnem. Podobno w pobliżu jest już nowy most i można śmignąć normalnie autem, ale wiadomo, taki rejsik to jednak rzecz dużo przyjemniejsza i nawet z adrenalinką. Plemię Dassanech żyje po dwóch stronach rzeki Omo między Omorate a jeziorem Turkana. To jedno z najbiedniejszych plemion w Dolinie Omo. Żyją głównie z uprawy kukurydzy, sorgo, tytoniu oraz z hodowli bydła. Wejście do wioski jest płatne. Dodatkowo obowiązuje ogólna opłata za zdjęcia – zarządzenie wodza, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Kobiety z plemienia Dassanech zajmują się dziećmi i budowaniem domów. Mężczyźni z plemienia Dassanech zajmują się pędzeniem bydła, polowaniem i obroną wioski przed wrogami. Blizny na ciele pokazują, ilu wrogów już pokonali. Z Hamerami spędziłam najwięcej czasu, a to za sprawą ceremonii zwanej “bull jumping“, ale także z racji tego, iż podczas mojej drugiej podróży ponownie odwiedziłam to plemię i tym razem nocowałam u nich w wiosce. Hamerów spotkacie w miejscowości Turmi. Tu odbywa się także targ. Tutaj też miałyśmy drugi nocleg. Pamiętam, iż po wejściu do pokoju przeraziła mnie chmara komarów przy oknie. W ruch poszła Mugga. Spsikałam porządnie zasłony i wyszłam z pokoju na godzinę czy dwie. Hamerowie to najliczniejsze plemię, zamieszkujące Dolinę Omo. Kobiety układają włosy w cienkie warkoczyki, posklejane mieszaniną masła i ochry. Brązowe fryzury świadczą o zamążpójściu. Tą samą substancją o czerwonawym zabarwieniu pokrywają także całe ciało. Jeżeli mężczyzna zabije w walce niebezpieczne zwierzę lub wroga upina włosy w wymyślne uczesanie, przypominające kok. Kobiety i mężczyźni noszą ozdoby z różnokolorowych korali i metalowych obręczy. Ozdobą ciała kobiety są także blizny. Mężczyźni mogą mieć 4 żony, w tym jedna z nich zostaje tą pierwszą, nosząc specjalny naszyjnik, pokazujący jej status. Hamerowie to niezwykle strojni mężczyźni. Widać to szczególnie podczas ceremonii. Oprócz kolorowych ozdób, na ciele pojawiają się także fikuśne malunki. W Turmi w każdy poniedziałek odbywa się duży targ, na który ściągają okoliczne plemiona, w tym najliczniej właśnie Hamerowie. Polecam Wam poszukać pamiątek właśnie na takich marketach. Taki targów w okolicy jest więcej. Miejscowi z pewnością znają grafik. Rytuał bull jumping – Ukuli Bula” Jak już wspomniałam, podczas zwiedzania Doliny Omo miałam okazję uczestniczyć w ceremonii zwanej ‘bull jumping”, czyli “Ukuli Bula”. Kiedy dotarliśmy do Trumi nasz przewodnik zaczął rozpytywać o to, czy gdzieś w okolicy się ona odbędzie. Miałyśmy szczęście, bo właśnie następnego dnia była zaplanowana. To nie jest coś, co jest organizowane pod turystów, więc nie ma gwarancji, że uda się ją zobaczyć. Oczywiście wstęp jest płatny. W tejże opłacie zawarte jest robienie zdjęć i filmów. Podczas tego rytuału młodzi chłopcy wchodzą w dorosłość i stają się pełnoprawnymi członkami społeczności, łącząc się z niewidzialnym duchem świętej kozy. W ceremonii biorą udział także kobiety, które przez cały dzień...

Artykuł Etiopia – które plemiona w Dolinie Omo warto odwiedzić pochodzi z serwisu Cel w podróży.



This post first appeared on Cel W Podróży, please read the originial post: here

Share the post

Etiopia – które plemiona w Dolinie Omo warto odwiedzić

×