Get Even More Visitors To Your Blog, Upgrade To A Business Listing >>

Dzień Dziecka, odsłona druga.

Dzień Dziecka trwał u nas cały weekend! Żal było nie wykorzystać tak pięknej pogody i miłej atmosfery. Postanowiliśmy więc celebrować to rodzinne święto i spędzić z naszym synkiem kolejne wyjątkowe chwile.
W niedzielę rano tata mógł pospać sobie dłużej, a ja z maluchem po śniadanku poszłam na plac zabaw. Był dziwnie pusty, pewnie wiele rodzin z samego rana postanowiło udać się na organizowane w całym mieście pikniki i inne atrakcje. Mieliśmy zatem wszystkie zabawki dla siebie, mogliśmy do woli okupować huśtawkę, karuzelę i biegać swobodnie wokół piaskownicy. Po tej małej rozgrzewce wróciliśmy do domu, gdzie tata kończył właśnie pić poranną kawę. Spałaszowaliśmy 2 śniadanie, spakowaliśmy niezbędne rzeczy i pojechaliśmy na spontaniczną wycieczkę. Tym razem naszym celem było Wesołe Miasteczko, które otworzyło swoje podwoje koło lotniska na Bemowie. Na miejscu spotkaliśmy się z zaprzyjaźnioną wesołą rodzinką (to było w planie) i wspólnie udaliśmy się szukać atrakcji. Co prawda kolejka do kas była bardzo długa, ale podczas gdy tatusiowie  synami dzielnie wystawali po żetony, to mamusie zorganizowały smakołyki. Adaś nie był przekonany do waty cukrowej, choć mu się podobała, to nie koniecznie dał się przekonać do jej zjadania, czego nie można powiedzieć o tatusiu. Z garścią żetonów ruszyliśmy szukać wrażeń. Najpierw samolociki. Adaś w ramionach mamy podziwiał z góry całą okolicę. Mały był przejęty, ale zadowolony. Prawdziwą radością była jednak przejażdżka kolejką! Tym bardziej w towarzystwie taty. Ciuchcia jest obecnie najfajniejszą rzeczą na świecie. Hitem była również karuzela, gdzie pośród koników, słoni i motorów znalazła się też duża niebieska ciężarówka, w sam raz dla małego kierowcy. Tak się ta przejażdżka spodobała młodemu, że musiał jechać jeszcze raz.
Po takiej mocy przygód wszyscy zgłodnieliśmy.  Zgodnie ustaliliśmy, że nasze apetyty najlepiej zaspokoją najlepsze burgery w mieście i udaliśmy się do Bobby Burgera na ucztę. Maluchy pałaszowały głównie frytki, ale miejsca w brzuszkach starczyło im jeszcze na pyszne babeczki w Lola`s Cupcakes. Adaś jak zobaczył waniliowo truskawkowe cudo, sam złapał za widelec i zaczął pałaszować smakołyk.
Bawiliśmy się wspaniale, nastroje były po prostu bajeczne, a do tego jeszcze w domy czekała na Adasia mała ciuchcia z drewnianych klocków, którą bawił się aż do wieczora.
Nie zapomnimy tych ciepłych chwil, tej miłości i radości. Mam nadzieję, że ta pozytywna energia zostanie w nas na długo.



This post first appeared on El Blog De Ismed - Microrelatos, please read the originial post: here

Share the post

Dzień Dziecka, odsłona druga.

×

Subscribe to El Blog De Ismed - Microrelatos

Get updates delivered right to your inbox!

Thank you for your subscription

×