Get Even More Visitors To Your Blog, Upgrade To A Business Listing >>

Suche, szorstkie włosy- co najbardziej mi pomogło cz.1.










Dzisiaj będzie o włosach i to pierwszy post z serii paru planowanych, traktujących o tym co miało największy wpływ na ich wygląd u mnie. Na strukturę, blask, gładkość ale też wypadanie, stopień nawilżenia i ogólną kondycję.
Nie będzie w tych notkach ani jednego kosmetyku- o nich na blogu było naprawdę dużo wpisów:) Za to z czasem na pewno wyjaśni się tajemnica bad hair day oraz wiecznej suchości, drucianych, szorstkich włosów- w moim wypadku każda z rzeczy o jakich będę pisać w tych notkach miałam ogromne znaczenie.

Dzisiaj coś co na pozór jest ogólnie znaną sprawą, ale mając do wyboru inną może odrobinkę mniej popularną, zdecydowałam się by na początek opisać podstawową kwestię... Bo niby wszystkie to wiemy, ale dla mnie ten na pozór błahy sposób okazał się niemal włosowym wybawieniem:D





Oczywiście każda z nas jest inna i to co świetnie zadziałało u mnie nie musi w ogóle zadziałać u Was. Ale może zadziała przynajmniej u jednej osoby więc już warto o tym pisać (tak naprawdę myślę że zadziała u wielu osób:D).

O jakim magicznym czynniku mowa? O nawodnieniu organizmu.

Może ktoś powie, że takie rzeczy nie mają wpływu na stan włosów na długości- ale w przypadku moim i wielu innych kobiet miały. To samo dotyczy diety na której włosy stają się piękniejsze, hormonów, które sprawiają, że nagle włosy na całej długości zupełnie się zmieniają.
W czasie dorastania zaczynają się np kręcić.  W czasie ciąży są cudownie gładkie, lśniące, pięknie się układają. Potem stają się szorstkie, szaleją oraz zaczynają wypadać. Dlatego jeśli zachorujemy na np niedoczynność tarczycy, włosy na całym odcinku mogą zmienić się w suche siano. Przykłady można naprawdę mnożyć... Jak było u mnie i jaką różnicę widziałam oraz co robiłam?


Zawsze byłam osobą, która piła stosunkowo mało, teraz powiedziałabym, że byłam wiecznie lekko odwodniona. Właściwie nie chciało mi się pić i nie przepadałam za samym smakiem wody- sięgałam raczej po herbaty i raczej w okolicy posiłków.
Przez to mocno osłabiałam też trawienie. Dlatego później, kiedy odkryłam, że teoretycznie powinnam wypijać o wiele więcej, dalej z tym piciem było mi nie po drodze, bo np często jadłam a nie chciałam tym piciem między posiłkami sabotować trawienia.
Zdarzały mi się dni w ciągu których wypijałam tylko 3 szklanki płynów i były to herbaty:D


____________________________


Miałam też zrywy większego picia wody, ale nigdy nie trwały zbyt długo. Jakiś czas później zobaczyłam, jak ważne jest to w moim przypadku... Co pozwoliło mi odczuć różnicę?

Moment w którym zaczęłam pić o wiele więcej i najczęściej czystej wody, oraz zmieniłam dietę na raw, która z automatu nawadnia bardzo dobrze.

Wcześniej dłuższe treningi bez zwiększania wypijanych płynów- po jakimś bieganiu, skakaniu i treningu siłowym skóra bardzo cierpiała a włosy w krótkim czasie potrafiły zrobić się bardzo suche i szorstkie- teraz tego problemu nie ma jeśli piję adekwatnie do potrzeb.

Zioła które miały potencjał odwadniający też dawały takie same efekty.

Eksperyment z wypijaniem o 1,5 do 2 litrów wody więcej dziennie, włączenie minerałów, wcześniej konieczność wypijania o wiele większej ilości wody na ketozie.








W ciągu paru lat z tym piciem u mnie było naprawdę bardzo słabo. Nie chciało mi się pić, ale miałam wiecznie sucho w ustach, rano budząc się dosłownie czułam suchość dłoni, skóry na ciele. Potrafiłam budzić się w nocy bardzo spragniona a i tak wpijałam dosłownie łyczek.

Co gorsza, wierzyłam, że jestem taka wysuszona z natury:D


W moim wypadku rozchodziło się o wypijanie większej ilości wody, ale też dostarczanie większej ilości minerałów. Natomiast jeśli chodzi o samą wodę, to różnicę zobaczyłam po ciągłym wypijaniu około 2 litrów dodatkowo. To w sumie nie dawało mi trzech ale też nigdy nie wypijałam mniej i nie miałam już gorszych momentów czy uczucia suchości w ustach lub ogólnego odwodnienia.




  • Włosy stały się bardziej błyszczące, miękkie i przestały być tak okropnie suche! Szczególnie przy skórze głowy i na długości jakiś 10 cm:) Kiedyś oglądałam film w którym dziewczyna opowiadała o efektach eksperymentu wypijania większej ilości wody i mówiła o takich włosach- wtedy jakoś nie chciało mi się w to wierzyć, ale tak jest, przynajmniej u mnie;)
  • Zmniejszyły się worki pod oczami- szczególnie te, które potrafiły pojawiać się następnego dnia po ciężkim treningu. 
  • Skóra twarzy zrobiła się mniej ściągnięta, bardziej lśniąca, wygładzona.


U niektórych osób jednak pojawiają się problemy z cerą. Ja stawiałabym na efekty osłabionego trawienia,przy piciu w okolicach posiłków ale oczywiście powodów może być dużo.


Zauważyłam, że w zimie, tak samo jak skórze, moim włosom pomaga nawilżacz powietrza! Picie sprawiło naprawdę ogromną różnicę ale nawilżacz to też super dodatek, szczególnie włączony na noc.


Zobaczcie też:
JAK DOBRZE NAWODNIĆ ORGANIZM.



Mam nadzieję, że post okaże się pomocny!
Jeśli macie pytania piszcie!





Buziaki


Ala






This post first appeared on Alina Rose Makeup, please read the originial post: here

Share the post

Suche, szorstkie włosy- co najbardziej mi pomogło cz.1.

×

Subscribe to Alina Rose Makeup

Get updates delivered right to your inbox!

Thank you for your subscription

×